Sobota - 27 maj 2000 - Giżycko - port

Odbieramy dwa Tanga 780 Famili Sport z portu Dalba w Giżycku1. Luksus bijący od łajby razi w oczy bardziej niż południowe słońce. Wszyscy wręcz nie mogą sie doczekać wypłynięcia i pewnie temu stoimy w porcie już parę godzin. Czekamy na Śmigacza ale się nie możemy doczekać. Mniej więcej o godzinie 19:00 ruszyliśmy w tygodniową trasę po jeziorach.
Piękny jest ten cały Niegocin i mielizny na nim. Taaak tylko gdzie one były?2 - Zastanawia się kapitan Woodz. Uwaga! Zwrot widzę je przed dziobem! czuje je pod mieczem! Dobra, postoimy trochę... wkońcu nigdzie nam się nie śpieszy. Niestety inne zdanie miał doganiający nas Śmigacz. Na siłe wręcz wyciągnął nas z mielizny. Okręcanie nas dookoła nic nie dało. Dopiero Woodz rzucił im fał grota i po tym sztucznym przechyle łajba drgnęła, a Woodz znalazł się na pokładzie wraz z 6-cio metrową resztką fału miecza.


Niedziela - 28 maj 2000 - szuwary bagienne3

Bladym świtem budzi nas telefon od naszego 4-go załoganta. TSpoon próbuje nam wytłumaczyć, że już jakiś czas czeka na nas w Rydzewie. Z prędkością żółwia zjedliśmy śniadanko, zrobiliśmy klar i wyruszyliśmy szukać czegoś zmarźniętego, żółtego, na betonowym pomoście. Po tradycyjnej kawie, wymianie przeklęstw i uścisków ruszyliśmy znów na Niegocin.
Jako że polaliśmy Neptunowi i bogom wiatrów dobrym Żywcem pogodę mieliśmy całkiem fajną. Przeprawa Kanałem Niegocińskim4 była prawie bezkolizyjna, nielicząc jednej rury, która chciała nas staranować. Płyneliśmy wpatrzeni w tą rurę jak w obrazek, a w myślach jedno "Zmieścimy się, nie zmieścimy się, zmieścimy się..." Niemieścimy się! Cofaj!!! Rozkręcać patent! Chronić maszt!
Pod wieczór zaczęła nam się mocno psuć pogoda. Zawineliśmy pod Zimny Kąt i mieliśmy nadzieję, że drzewa wytrzymają burzę, poniewarz były do nas przycumowane, a może odwrotnie. Nalerzy nadmienić, że zjedliśmy tam bardzo dobrą kolacyjkę: potrawy z grila. Psyche już wiedziała gdzie ciągnąć żeby maszt stanął, a Mała cały dzień ćwiczyła ciaganie szotów. Wieczorem kapitanowie Wilczy i Woodz sprawdzili czy aby wszystko poprawnie zapamiętane.


Poniedziałek - 29 maj 2000 - Zimny Kąt5

Płyniemy spotkać resztkę naszej flotylli. Kurs na Sztynort. Zimno, mokro, sennie. Mała nie była by Małą gdyby czegoś nie zmalowała. Przy małym szkwaliku wylała na siebie zawartość 2-ch kubków z kawą. W sumie to nawet nieźle bo mogła chodzić w ciepłej bluzie TSpoona.
"Zęza"6 to takie coś gdzie się dużo śpiewa, dużo się mówi, dużo się pije i nic z tego nie można zrozumieć. Więcej nie pamiętam.


Wtorek - 30 maj 2000 - Sztynort

Rozpoczeliśmy akcję pt."Potrzebujemy jednego do załogi". Z zaprzyjaźnionego Orionika zabraliśmy na pokład Sailora, i żeby nie zdążył się rozmyślyć odpłyneliśmy na wody Łabapu i Dobskiego. Mineliśmy Wys. Kormoranów i chwilkę postaliśmy przy Wys. Św.Heleny7. Dobskie to takie piękne jezioro, że szkoda się w nim kąpać, żeby nie zanieczyszczać wody. Beta i Mała podziwiały piękno przyrody, Woodz, TSpoon i Sailor podziwiali coś innego - kto ich tam wie, a pozatym żeglowali, śpiewali i dobrze im to szło. Dziwny zauważony przez kogoś fakt: im szybsza szanta tym lepszy wiatr :) Druga dziwna rzecz to różne części damskiej bielizny między męskimi ubraniami - "To chyba nie moje?" - zastanawiał się Sailor nad znalezionymi majteczkami :)
Na kolecyjkę znów kiełbaski z grila.
- Robię sobie dobrze. - Powiedział TSpoon trzymając rumpel gdzieś z tyłu.
A wogóle to Sailor fenomenalnie gotuje dowody na to zostały niestety zjedzone.


Środa - 31 maj 2000 - szuwary na Dobskim8

TSpoon powąchał się i poprosił o mydlo! (To trzeba odnotować). Lecimy do Doby9 po Alexa. Wypytaliśmy tubylców czy ktoś go widział, wszyscy zaprzeczyli. Trudno - pozostawiliśmy mu krótką wiadomość na przystanku i zaczeliśmy gonić Wilczego i Śmigacza.
I znowu deszcz zaczął chulać nam - "O! A to tak powinno być?" - zdziwiona Mała znalazła oderwaną wantę. Z fokiem znowu coś nie tak. Szyna się zablokowała i silniczek źle pracuje. - Mała ma taki uścisk w kolanach, że mało nie zadusiła szota - skomentował Woodz.
Spotkaliśmy się z Wilkiem i Śmigim wieczorem przy moście z Dargina na Mamry. Teraz prosto do Kietlic. Tam niespodzianka 5 zl od lajby i po 5 od głowy (???).


Czwartek - 01 czerwiec 2000 - Kietlice10

A mogliśmy odpłynąć nie płacąc portowege... ale nie my musimy być porządni! A tak naprawdę to właściciel był miły więc mu darowaliśmy. Kończy nam się jedzonko. Ładna pogoda i wiaterek: możemy płynąć do Ogonek11 po zakupy. Mamy nadzieję na krótki postój i uciekamy zanim nas zauważą. Niestety trzy Tanga z chałaśliwą załogą stają się centrum zainteresowania "Skarbowego Urzędu Portowego".
- A co będzie jak szybko uciekniemy? - pyta Woodz
- Nieróbcie sobie jaj. - "SUP" poczuł się zbity z tropu, ale oni zawsze tak mają.
Wypłyneliśmy na Święcajty. Okolica była piękna, więc Beta i Mała przejęły dowodzenie. Wepchnęły łajbę w piękne szuwary, u podnurza ślicznej góry. Znajdował się tam zabytkowy cmentarz12. Nastepnie wykonano serję fotek i wszyscy (Beta, Woodz, Mała) zadowoleni wrócili na łajbę. Odlatujemy w kierunku portu przy ośrodku Elektrowni Siekierki.
Bardzo ładnie i bardzo drogo. Mała chce wracać pod górę, ale decyduje większość. Rany!! Tu jest cisza nocna od 22:00. Dobra przecież i tak na ogół zasypiamy nad ranem...może nie będą nam przeszkadzać?


Piątek - 02 czerwiec 2000 - Ośrodek Elektrowni Siekierki13

Beta bladym świtem uciekła nam do Węgorzewa. Po śniadanku w jej ślady podążyli TSpoon i Sailor. Woodz jest zdany na siebie i pomyślne wiatry. Wiatry nie były pomyślne. Musimy się przedrzeć ze Święcajt na Mamry. Mała za sterem uważa na sieci rybackie, a Woodz klaruje grota i odpala silnik14. Zbyt silny wiatr, a my nie mamy balastu :( Wszyscy uciekają z jeziora, a my się na nie pchamy to nie wygląda dobrze.
Można położyć maszt mając do pomocy tylko Małą15. A dalej na zrefowanym grocie. Pod wieczór mijamy Królewski Róg16 i stawiamy foka. Mała w końcu zajęła czymś łapki. - Kocham te niebieskie sznurki. - Mała o szotach.
W przystani koło Pierkunowa nas niechcą "bo turyści kradną", obok jest ośrodek wojskowy i zakaz cumowania. Pod tajemnicą wojskową rzucamy kotwicę.


Sobota - 03 czerwiec 2000 - ośrodek WDW17

Pobudka z rana: idzie przełożony. Na motorku pod wyspę i cumy rzuć! Czasu mamy aż nadto więc śniadanko, kąpiel, słoneczko. Wolno i bez pośpiechu (tempo marudne) płyneliśmy do Giżycka. Łajba wchodziła w przechyły idąc na samym foku. W końcu port Neptun18. Zdaliśmy łajbę i bardzo niewyspani oraz bardzo zadowoleni zakończyliśmy rejs po Mazurach Północnych.


Fakty prawdziwe nieodnotowane:
Beata dostała przezwisko Beta.
Sailor opowiedział anegdote o "żeglarzach", którzy odpalali silnik nie podłączając paliwa - by po 10 minutach wykonać ten sam manewr osobiście.
"Rzuć kotwicę!" :o "... ale nie całą!"
Woodz wstawał co rano bardzo zadowolony, ponieważ miał niewygodnie między dziewczynami.
TSpoon scioł sobie rano jajko chociaż chciał tylko białko.
Dziewczyny nie lubią przechyłów, bo opalenizna jest nierówna, a fok zasłania słońce.
Kliper to takie "poczciwe stworzenie".
"Chronic burtę", "Chronić gitarę!!!".
Zwrot i do portu!